Evanlite NEW Gravel + IRC Boken 40c

Autor: Michał Góźdź

Pierwsze wrażenia po dwóch miesiącach użytkowania zestawu.
To nie jest recenzja, raczej zbiór faktów i subiektywnych wniosków jazdy na dosyć zaskakującym jak na góry secie:

Koła: Evanlite NEW Gravel 700c
Opony: IRC Boken Rust 40c

Proces decyzyjny

Dla zachowania chronologii jeden tylko akapit tłumaczący proces wyboru – dlaczego akurat te, a nie tamte.
W skrócie – po zrobieniu przeglądu rynku karbonowych kół do gravela, na shortliście zostały 4 modele (tu kolejność przypadkowa):

1. Evanlite NEW Gravel
2. Dandyhorse Grawiton 35 SL
3. Zipp 303S
4. Reynolds ATR

Wszystkie spełniały założenia, których nie było znowu tak wiele – budżet w okolicach 4k, nowoczesna konstrukcja (ok. 25mm szerokości wew., hookless), sensownie skrojony crash-replacement/gwarancja.

O ile dwie pierwsze pozycje na liście to polskie montownie, które pozycjonują się że “koła robią dobrze”, to pewnie zaskoczeniem będzie, że w budżecie około 4 tysięcy da się kupić Zippa czy Reynoldsa. Tak. Duzi też zwietrzyli, żeby robić budżetowe koła do graveli, co skutkuje właśnie takim ruchami w segmencie i bogactwem wyboru.

Finalnie, bo miał być jeden akapit, stanęło na Evanlite. Zadecydował o tym dobry kontakt, dostępność w akceptowalnym terminie, perspektywa współpracy, no i fakt, że to firma ze Śląska. Po sąsiedzku, tak trochę nawet.

Info techniczne

Teraz będą nudne rzeczy, ale są ponoć tacy, co ich to kręci. Koła to podstawowa konfiguracja (bez wymyślania) kół dostępnych na stronie Evanlite, czyli mamy:

1. Piasty DT Swiss 350 Straightpull (P/T: 12×100/12×142)
2. Szprychy Sapim D-Light (P/T: 24/28)
3. Obręcze sygnowane logiem Evanlite o wysokości stożka 35mm, szerokości wew. 24mm i zew 30mm
4. Limit wagowy o jakim wspomina producent to 120kg
5. Koła w takiej konfiguracji ważą 1490g (wg strony producenta)

W ramach zamówienia można sobie dowolnie konfigurować taki zestaw, ale za radą perfektnego “opiekuna klienta” nie ruszałem nic, bo taka kombinacja jak powyżej ma zapewnić najwyższą wytrzymałość w trudnych warunkach.

Moje obawy dotyczył jedynie piasty – w budżetowym modelu 350, podstawowy ratchet ma tylko 18 ząbków, co po wielu latach obcowania z piastami Syntace wydawało się śmiesznie mało. W pokonaniu tych lęków pomogła opcja upgrade ratcheta, którą można wykonać w dowolnym momencie do 36 lub 54 zębów.

Pierwsze wrażenie się nie liczy

Same koła w pierwszym kontakcie budzą raczej pozytywne wrażenie. Wyglądają solidnie, nie są jakieś zaskakująco lekkie, ale wpływ na to miał pewnie fakt, że odbierając je były już zatubelessowane i ubrane w opony IRC Boken (o samych oponach w ostatnim akapicie).
Nie jestem też ekspertem materiałoznawstwa karbonowych obręczy, lecz w pierwszym macaniu wypada to dobrze i nie ma się do czego przyczepić.  Same nalepeczki Evanlite są na szczęście są w stonowanym kolorze, wspierając technologię stealth w rowerze.

No dobra. Koła nie są od macania, tylko od jeżdżenia. Na kołach w ciągu 3 miesięcy przejechałem coś pod 2 tysiące km. (pamiętniki Stravy i te sprawy). W tym ostatni miesiąc ostro haratając po Izerskich Górach i okolicznych singlach praktycznie każdego dnia w warunkach daleko wykraczających poza to co uznaje się za gravelową jazdę. I tak:

1. Koła są megasztywne bocznie przy sprintach na stojąco co robi niesamowite wrażenie – porównując do fabrycznych alu kół DT SWISS CR 1600, czy customowych Syntace/DT SWISS RR 511 DB. 
2. Koła zajebiście “idą do przodu” dając wrażenie niesamowitej dynamiki jazdy i łatwości przyspieszania, ponownie porównując je nawet do kół alu o podobnej wadze. 

*Na te 2 powyższe punkty, ogromny wpływ ma zmiana całego roweru (szczególnie na sztywność – Ibis Hakka MX + widelec Enve CX), szybkie opony (IRC Boken) i pewnie nieprzespana zima, więc trzeba traktować to jako mocno subiektywne wnioski obarczone dużym błędem poznawczym, ale idziemy dalej:

3. Po przejechaniu coś pod tysiąc kilometrów w terenie, wielokrotnie będąc używane niezgodnie z przeznaczeniem do haratania po głazach i kamieniach nie doznały żadnego uszkodzenia, rozcentrowania lub nawet poluzowania naciągu szprych. 
4. Mimo notorycznie za niskiego ciśnienia w oponach lub za dużej prędkości zjazdu i dobijania obręczy (używam zestawu bez żadnej wkładki antyprzebiciowej) nie doszło do uszkodzenia obręczy czy nawet rozszczelnienia/uszkodzenia opony.

Po tych wszystkich przykrościach, jakie tam wyrządziłem, muszę podsumować, że pierwsze wrażenie jest takie, że to cholera kawał solidnie zaplecionych kół.

Opony IRC Boken Rust 40c

O ile same koła to dosyć przemyślana decyzja, to opony jakie znalazły się w tym zestawie, bo bardziej afekt i spontaniczna decyzja powodowana skutecznym upsellingiem ze strony Evanlite. No bo gdzie takie gumy do jazdy po górach!

Wybór może dziwić tym bardziej, że zdaje się być doświadczonym oponiarzem. Zjeździłem kilka kompletów różnych gravelowych WTB w rozmiarach 650b i 700c, sporo kolorów panaracerów Gravelkingów, zdążały się mało egzotyczne Schwalbe g-one, czy eksperymenty innymi niemieckimi gumami. Zawsze mianownik był wspólny – guma raczej grubsza niż chudsza. I bieżnik dający poczucie przyczepności, bo po asfalcie to i tak się nie jeździ. 

I tak – IRC Boken w rozmiarze 40c (więc cieniutko) na stosunkowo szerokich obręczach realnie wychodzi 43c. Ma bardzo delikatny bieżnik składający się z wypustek, kształtem przypominających diamenty (Tfu! Bardzo małe diamenciki!). Bieżnik nie nosi znamion kierunkowego (choć sama opona jest kierunkowa). Jedynie po zewnętrznej stronie opony znajduje się rząd większych klocków, które włączają się do akcji w znacznym pochyleniu w zakrętach lub kiedy zapadasz się w błoto. 

Jak ta opona jeździ:

1. To superszybka opona na asfalcie oraz suchej i ubitej nawierzchni.
2. To zaskakująco dobrze trzymająca opona w ciasnych zakrętach na dużej szybkości, kiedy pochylisz się na tyle mocno, aby angażować boczne klocki – trzeba tutaj trochę śmiałości i zaufania.
3. To opona o zerowej przyczepności na błocie i mokrym… czymkolwiek mokrym (co może być niebiezpieczne, szczególnie na asfalcie).
4. W związku z delikatnym bieżnikiem, jego ścieranie następuje bardzo szybko – przy agresynej jeździe w terenie, gdzie często następuje zatrzymanie opony znika w oczach. 

To najlepsza opona do graveli po amerykańsku (suche i dobrze ubite szutry) i najgorsza opona do cyklokrossu (mokra trawa i błoto)!

Podjąłem się napisania o pierwszych wrażeniach, ale celuję, aby była to dłuższa historii opisująca długodystansowo jak zachowuje się ten zestaw. 
Już za chwile startują gravelowe imprezy w których planuję w 2021 wziąć udział i poza Wanogą, wszystko to górskie tłuczenie – te koła nie będą miał łatwo.

1. Wanoga gravel 
2. Ultra Sudety Gravel Race 
3. Gravel Attack II  
4. Szuter Master Ziemia Kłodzka
5. Gravmageddon. Karkonosze – Izery Gravel Race

Do tego bikepacking, ustawki i kolarstwo alkocentyczne. Tysiące kilometrów do przejechania. Żeby nie było tak ah, oh. Zwróćcie uwagę gdzie konia na drugim planie. Gdzie ma głowę i co o tym sądzicie?