Aktualnie dzieje się to:

Cover for Epic Trips No Hugs
2,229
Epic Trips No Hugs

Epic Trips No Hugs

Klub towarzyski, a nawet kolarski. Epickie tripy bez przytulania, często całkiem odwrotnie. Sarkazm i dystans. Trudne Stravy.

1 day ago

Epic Trips No Hugs
Kiedy rok temu przyjechaliśmy na pierwsze zawody z cyklu Szuter Master w Iwoniczu, to wszyscy byli trochę zaskoczeni. Sami organizatorzy nazywali to edycją 0 - ściganie na gravelach w Beskidzie Niskim było ich debiutem organizacyjnym. Pamiętam byliśmy pod ogromnym wrażeniem atrakcji około wyścigowych jakie nam zaserwowali i rozczarowani trasą. Chętnych zgłębić historię z tamtego roku, odsyłam do artykułu: epictripsnohugs.cc/szutermaster-iwonicz-zdroj/W sezonie 2021 Szuter Master rozrósł się do 5 edycji (!!!) rozsianych po całej Polsce, na każdej po 2 długości tras do wyboru. Poważne przedsięwzięcie.Sudety. Kotlina Kłodzka. 167km, 3600 metrów pod górę. Brzmi dobrze. W okolice Śnieżnika wracam po raz 3 w przeciągu miesiąca, po 500 km i 10k up Ultra Sudety Gravel Race i 400km i 8k up Gravel Attack długa trasa Szutermastera na oko wydaje się idealna do jechania na lekko i szybko. Tylko kamizelka, kilka haribo w tylnej kieszonce i jakieś graty w razie awarii w apidurze. Tak też czynię i to jest strzał w 10!Reguła publikacji GPX o 18:00 w przeddzień wyścigu, nie daje za dużo czasu na rozkminy i taktyczne przygotowania. O 18:00 w przeddzień wyścigu pije się już piwo i poznaje ludzi. Nikt nie zawraca sobie głowy jak poprowadzona jest trasa - wiem tylko wrzucając traka do wahoo, że jest przełęcz pod śnieżnikiem, jakoś Międzygórze i Międzylesie, ale zupełnie nie wiem od której strony. Nie przedłużając... długa trasa Szuter Master w Sudetach byłą DOSKONAŁA do ŚCIGANIA! Superszybka, pozbawiona gravelowych tarapatów, płynnie przeskakująca pomiędzy kolejnymi podjazdami z wykorzystaniem bardzo fajnych łączników, dająca odpocząć na odcinkach asfaltowych, pozwalająca szaleńczo rzucać się w zjazdy po szutrze, bez obaw że jak jedziesz 60, to już ruletka i igranie z czymś poważniejszym, niż zdarte kolana. Perfektne to było!Oczywiście, to nie jest łatwa trasa - 3600 metrów pod górę szutrami nie może być łatwe. Ale porównując ją do USGR czy GA, to przyjemne podróżowanie po górach bez sypiącego się na plecy gruzu i kamieni w wypłukanych rynnach podczas zjazdów Bez sztywnych podjazdów wymagających kaset 50t i walki o życie. Przygoda, podana w przyjemny sposób. Organizatorzy słusznie nie ulegli pokusie dodawania na siłę atrakcyjnych miejsc wartych odwiedzenia, które zaburzałyby race-flow, stawiając na płynność jazdy i fun z szybkiego pokonywania kolejnych kilometrów. "Perfekcję osiąga się wtedy, gdy nie można już nic odjąć, a nie dodać" - gdyby Antoine de Saint-Exupéry jeździł Szutermastera, na bank by tak powiedział na mecie.To co jeszcze ważne podkreślenia - Szuter Master, to impreza z czymś więcej, niż formuła: "gpx, tracker, wykop na starcie i do zobaczenia na mecie". Zależnie od dystansu czekają na zawodników doskonale wyposażone pit-stopy (na długim dystansie 2). Można tam uzupełnić wodę, izo, colę i objeść się masą maszkietów (żelki, orzeszki, owoce, czekolada, ...). Na mecie obok wypaśnego posiłku regeneracyjnego, w drugiej części aftera wjeżdżają przysmaki rodem z gesslerowskich restauracji, którymi można objadać się do woli. Wreszcie, to taka impreza, że obok przedniego kraftowego piwka, które leje się na mecie, orgowie nie wahają się sięgać po następne skrzynki browarków do ogniska, aby było miło. Sami widzicie - super trasa, dobre żarcie do woli i kraftowe piwerka do samej nocy. No doskonale!Szuter Master to obecnie bardzo dojrzała impreza, oferująca zdecydowanie więcej niż typowe gravelowe imprezy na rynku. To nie jest ultra, więc sama formuła może być dużo bardziej nastawiona na socjalizacje i miłe spędzanie czasu. Organizatorzy świetnie to wykorzystują, zachęcając do przyjazdu całymi rodzinami i dając przestrzeń do cieszenia się tą imprezą w szerszym gronie, niż tylko uczestnicy wyścigu. Mieszkając w vanie, spędziliśmy tam świetny weekend, dnia następnego ruszając na czeską stronę w Orlicke Hory... ale to już inna historia. Szuter Master - dzięki za zaproszenie! ... See MoreSee Less
View on Facebook

2 days ago

Epic Trips No Hugs
To już koniec! Kiedy w minioną sobotę dotarłem na metę długiego dystansu Szuter Master, zamykając tym akcentem sudecki tryptyk gravelowego ścigania, radość mieszała się ze smutkiem (że to już koniec). W przeciągu miesiąca wystartowałem w trzech gravelowych imprezach rozgrywanych w Sudetach. Ultra Sudety Gravel Race, Gravel Attack (długi dystans) i Szuter Master (długi dystans). Łącznie to ponad 1000 kilometrów sudeckich dróg i szlaków oraz grubo ponad 20.000 metrów podjazdów. Wszystkie te imprezy, mimo że rozgrywały się praktycznie w tych samych okolicznościach, był diametralnie różne. Różne były pomysły na organizację, klimat, trasa. Różni byli uczestnicy i atmosfera panującą w otoczeniu wyścigów. Te 3 imprezy, to również ewolucja kolarstwa alkocentrycznego. Sprawdzona formuła wyścigowego melanżu, po USGR (30 miejsce) ustąpiła miejsca zasadzie "nie ma walenia do ryja podczas wyścigów", przynosząc efekty na GravelAttack (9 miejsce) i wreszcie rozłączenie wydawałoby się nierozłącznej pary (Jagermeister & Haribo) podczas Szutermastera i zabranie tylko żelków skutkowało miejscem 5 na mecie. To już są poważne wyścigi!Oczywistym jest, że skoro 3 imprezy w których chodzi o to samo, to aż kusi się o porównanie. Co dobre, a co spartaczone i dlaczego. Będzie! Obiecuję popełnić takie porównanie na jesieni - teraz tylko publicznie deklaruje (ponoć to wzmaga poczucie celu). Teraz tylko rzucam tezę, że SUDETY TO NAJLEPSZE GÓRY DO GRAVELOWEGO ŚCIGANIA w PL. I nie ma lepszych i ładniejszych!O samym Szuter Master więcej jutro. A teraz idę zmieniać koła na 700c na Sabat Gravel. Nareszcie coś innego, niż ten Śnieżnik! ... See MoreSee Less
View on Facebook

1 week ago

Epic Trips No Hugs
To będzie jakoś grubo po dwudziestej czwartej, może nawet bliżej pierwszej. Nie mam już siły brać udziału w tej szalonej nocy. Dyndając w hamaku obserwuję tylko miłe dla oka obrazy. Na improwizowanej "ściance" z bannerem Gravel Attack trwa łapanie ostatnich momentów wyścigu - kadrów pełnych euforycznych uścisków rodzin, przyjaciół w których toną uczestnicy - finiszerzy. Reflektory walą w każdą stronę. Kilkanaście minut temu, przy dzikich wrzaskach, dudniącym głośnikach, wyciu syren i megafonów, strumieniach szampana i błyskach fleszy, zgotowaliśmy im przyjęcie na mecie na miarę wygrania tej imprezy. Dużo w tym prawdy w sumie. Wszyscy którzy dotarli do mety są wygranymi. To była piękna przygoda!Ponad 400 km po górach nigdy nie będzie łatwe. Ponad 8000 metrów w pionie w Sudetach nigdy nie będzie łatwe. Jeżdżenie po dużych górach na gravelu nigdy nie będzie łatwe. Tym razem bez kolegów, tylko ja, góry i rower. Heheszki na bok. Kameralne grono długiego dystansu GA od startu ustawiło wysoko poprzeczkę - tu nie było przypadkowych osób. Szanse na “ukrycie” się w ciepłym środku stawki i przejechanie turystycznie tej trasy nie wchodziły w grę. Podczas przedstartowego śniadania wprost z trawy zjadłem dodatkowy kubek owsianki na tą okoliczność (dzięki chłopaki @bikerskrk za gościnę).Jeśli pierwszy postój w sklepie w Lądku Zdroju po 90 km nie brzmi jak porządne ściganie, to wpadnięcie do Dusznik o 2 w nocy, po genialnym zjeździe singlem z Orlicy, po przejechaniu 230km i pęknięciu 5000 m podjazdów jak brzmi? Podpowiem. Brzmi jak walnięcie się na ławce w parku zdrojowym i kimanie do 4. Obudził mnie deszcz… dzień wcześniej zawody szachowe z burzami w masywie śnieżnika rozgrywałem po mistrzowsku. Sucha dupa. Niedziela była inna. Zanim dotarłem około 6 w okolice Pasterki lało już pełną mocą. Całe Góry Stołowe to były jedna wielka płynąca rzeka. Odcinki “enduro” z góry Wszystkich Świętych i Wielkiej Sowy na szczęście były już podeschnięte, a ostatnie 40 km o których “chcesz jak najszybciej zapomnieć” to była pełna lampa.Ta trasa to majstersztyk. Majstry w składzie Piko, Maryś i Iza wycisnęli z Sudetów i Ziemi Kłodzkiej wszystko to, czego chcielibyśmy w trudnych górskich wyścigach gravelowych. Połączyli to w spójną pętlę idealnie balansując z proporcjami wszystkiego co może spotkać cię na trasie, doprawili to profesjonalną organizacją, sami przy tym świetnie się bawiąc. To było czuć. Same dobre rzeczy.Jestem przekonany, żę rynek szybko zweryfikuje tegoroczną eksplozję imprez gravelowych i to nie ilość sponsorów na banerach, kolorowych flag powiewających w bazie zawodów, ani paradoksalnie wolumen uczestników będzie decydował o tym co uznajemy za dobrą imprezę. Gravel Attack - robicie to dobrze ❤️ ... See MoreSee Less
View on Facebook

2 weeks ago

Epic Trips No Hugs
No dobra. Może i nie wyglada, ale właśnie odpalamy start w Gravel Attack na doskonałych 400km przez Sudety. Kropkę można śledzić tutaj:www.followmychallenge.com/live/ga2/Michał Góźdź - kropka numer 124 ... See MoreSee Less
View on Facebook

2 weeks ago

Epic Trips No Hugs
Ponieważ zbliża się niesamowicie szybko powrót w Sudety, aby pościgać się na Gravel Attack przygotowaliśmy najbardziej ambitną filmową produkcję okolicznościową jaka kiedykolwiek wyszła spod znaku ETNH.Mamroczący realizm pod niepokojącym tytułem "Kiedy ekipa od MTB wpada na gravelowe zawody" prowokuje do zadawania pytań.Disclaimer:Film powstał dla dobrej zabawy, nikogo tu nie obrażamy. ... See MoreSee Less
View on Facebook